REKLAMA
  • Zoocialowe news

Jak wygląda życie hodowcy psów? Wywiad z Iwoną Czechowską

Opublikowane: 16:45 Przeczytasz w: 23 min

Iwona Czechowska jest naszą redakcyjną specjalistką z zakresu kynologii a w szczególności ras psów. 30 lat doświadczenia w hodowli, niewiele mniej w sędziowaniu. W wywiadzie przygotowanym przez Miłosza Pawlaka Iwona opowiada o swoich doświadczeniach z tego okresu i poradach dla potencjalnych przyszłych hodowców.

Spis treści

    Od czego zacząć? Czy każdy może zostać hodowcą? 

    Teoretycznie hodowcą może zostać każdy, kto ukończył 16 lat i wstąpił do Związku Kynologicznego w Polsce (do ukończenia 18 lat – za zgodą rodziców lub opiekunów). Trzeba oczywiście kochać psy i wybrać sobie rasę, którą zamierza się hodować. 

    Nie jest to sprawa prosta, bowiem każda rasa ma swoje specyficzne cechy, z których należy zdawać sobie sprawę. Nie każda rasa nadaje się dla każdego. Dlatego, zanim dokonamy wyboru rasy, konieczne jest zapoznanie się z jej charakterystyką, i to nie tylko poprzez lekturę. Najlepiej pojeździć na wystawy, w przypadku ras pracujących także na zawody i konkursy. Na takich imprezach bywają doświadczeni hodowcy, a informacje od nich uzyskane są bezcenne.  

    Po wyborze rasy trzeba się dowiedzieć, jak nauczyć psa posłuszeństwa, czystości, jaki jest jego stosunek do dzieci i innych zwierząt, jak go pielęgnować i żywić, żeby był zdrowy i żył jak najdłużej. Przygotowując się do hodowli należy również zasięgnąć opinii kierownika sekcji rasy w macierzystym oddziale ZKwP o jakości poszczególnych hodowli. Zazwyczaj renomowane hodowle dbają o dobrostan swoich psów, poddają badaniom potencjalne pary rodzicielskie w kierunku chorób genetycznych i dobierają do rozrodu starannie wyselekcjonowane psy i suki. Dobrze jest poszukać w sieci stron hodowli, których nazwy znajdują się w rodowodach rodziców przyszłego szczeniaka (suki, skoro ma to być hodowla). Często są to hodowle zagraniczne. Dopiero uzbrojeni w taką wiedzę zaczynamy poszukiwania suczki. 

    W tym czasie można załatwić sprawy formalne. Do prowadzenia własnej hodowli konieczne jest zarejestrowanie przydomka hodowlanego. Robi się to w macierzystym oddziale. Wymyśla się nazwę hodowli samemu. Powinna ona być krótka i łatwa do wymówienia w różnych językach. Najlepiej, gdyby kojarzyła się z jakąś cechą wybranej rasy, choć nie jest to konieczne. Osobiście jestem „chrzestną” kilku hodowli, m.in. moim pomysłem jest nazwa „Kordelas” dla hodowli jamników krótkowłosych standardowych. W oddziale podajemy kilka propozycji nazw, ponieważ przydomek nie może się powtarzać nie tylko w Polsce, ale w żadnym kraju członkowskim FCI. Federacja nie zarejestruje przydomka nawet podobnie brzmiącego, musi być całkowicie oryginalny i jest prawnie chroniony. Procedura ta trochę trwa, dlatego lepiej zacząć starania jeszcze zanim nasza suka uzyska uprawnienia hodowlane. A jak je uzyskać? O tym mówi Regulamin Hodowli Psów Rasowych ZKwP. Jest on dostępny, podobnie jak wszystkie pozostałe regulaminy, na stronie www.zkwp.pl

    Co jest najcięższe w prowadzeniu hodowli psów? 

    Prowadzenie hodowli w ogóle nie jest rzeczą łatwą. Należy pamiętać, że hodowla to nie jest czekanie na cieczkę i krycie psem najbliżej mieszkającym albo psem znajomych. Zasadą hodowli jest dążenie do uzyskania potomstwa lepszej jakości, niż jego rodzice, czyli tzw. postęp hodowlany. Trzeba studiować rodowody i orientować się, jakich cech można się spodziewać u szczeniąt, co chcemy poprawić u naszej suki, a co utrwalić. Niezbędna jest w tym celu znajomość podstaw dziedziczenia: czym jest gen i jego allele, co to jest gen dominujący, recesywny, epistaza, sprzężenie, plejotropia, itp. Dzięki temu dowiemy się, co może szczeniętom przekazać matka, co ojciec, czy te cechy będą widoczne od razu czy dopiero w następnym pokoleniu. Dotyczy to zarówno cech zewnętrznych (eksterieru), jak i psychiki, ale także skłonności do schorzeń. Warto poradzić się kierownika sekcji (z reguły jest to sędzia rasy i/lub doświadczony hodowca) co do literatury, jaką powinno się przestudiować odnośnie tej kwestii i najlepiej zakupić ją na własność, bo będziemy do niej ciągle wracać. No i pamiętać o wznowieniach, ponieważ zawierają nowości, a hodowla jest dziedziną dynamiczną i stale się rozwija. 

    Jest to też zajęcie czasochłonne. Jeżeli pracujemy zawodowo i przez wiele godzin nie ma nikogo w domu, trudno prowadzić hodowlę. Nie można zostawić szczennej suki, zwłaszcza pod koniec ciąży, samej w domu, nie można też zostawić szczeniąt, mimo że są pod opieką matki. Często oprócz pracy mamy również inne obowiązki. Dlatego hodowlą może się zająć osoba, która może zapewnić stałą opiekę suce i szczeniętom. Dobrym rozwiązaniem jest praca zdalna. 

    Nie zawsze nasi bliscy są w stanie zrozumieć, że w niedzielę wolimy pojechać na wystawę, niż iść na obiad do rodziców. Mogą nie przyjąć do wiadomości faktu, że wybieramy się z jamnikiem na konkurs tropowców, zamiast ugościć teściową itp., itd. Ale i wystawy, i konkursy, i zawody sportowe odbywają się w weekendy – przecież wszyscy w tygodniu pracują. Niekiedy takie sprawy prowadzą do konfliktów w rodzinie, którą należy oswoić zawczasu z nową sytuacją. 

    Wreszcie sprawy smutne, choć nieuniknione – odejście naszych psów. Mają one poważną wadę, żyją za krótko i nie jesteśmy w stanie tego zmienić. Co ważne, powinniśmy umieć myśleć kategoriami psa i w przypadku, kiedy cierpi on na nieuleczalną chorobę czy po prostu męczy się ze starości, należy pomóc mu odejść, zamiast na siłę utrzymywać go przy życiu. Narażamy go tylko na niepotrzebne cierpienie. Zaprzyjaźniony lekarz weterynarii przyjedzie do domu i przeprowadzi nam psa za Tęczowy Most całkowicie bezboleśnie, w poczuciu bezpieczeństwa, jeżeli będziemy go trzymać w objęciach. Na łzy będzie czas po wszystkim. 

     

      

      

      

     

     

    Border collie – ARNI Tetris, fot. Ewa Łukasik

    Praca czy pasja? Czy na hodowli da się zarobić?  

    Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Zgodnie ze Statutem ZKwP hodowla w Polsce ma charakter amatorski. Jednak wiadomo, że szczeniąt nie oddaje się za darmo. Ustawodawca umieścił hodowlę w  działach specjalnych produkcji rolnej i hodowcy na tej podstawie rozliczają dochody ze sprzedaży szczeniąt, ujmując je w corocznym PIT. Nie trzeba przy tym prowadzić działalności gospodarczej. 

    Żeby hodowla psów przynosiła zyski, a jednocześnie był utrzymany dobrostan psów, potrzebne są spore inwestycje, bowiem na jednej, czy nawet dwóch sukach hodowlanych zarobić się nie da. Musi być ich więcej, a do tego potrzebna jest dość duża posesja i dom. W Europie Zachodniej w dużych hodowlach pobudowane są pawilony kennelowe z boksami i wybiegami oddzielonymi siatką, z wodą, ogrzewaniem, kuchnią, sanitariatami, pokojem zabiegowym i porodówką z miejscem do spania dla hodowcy lub osoby odbierającej, są też osobne pokoje dla pracowników. Hodowca nie jest w stanie sam zapanować nad wszystkim: codziennym sprzątaniem kojców i wybiegów, karmieniem, spacerami, szkoleniem, opieką nad szczeniętami itp. Ale na wynagrodzenia pracowników też trzeba zarobić. 

    Dlatego w dużych hodowlach stosowana jest rotacja. Nie ma tam suk w wieku powyżej 8 lat. Tyle bowiem wynosi, zgodnie ze wspomnianym Regulaminem, górna granica wieku, w jakim suka może rodzić. Starsze zwierzęta są poddawane sterylizacji i oddawane „na kanapę”, często do obcych ludzi; nie ma tu miejsca na emocje. Suka nie przynosi dochodu, a w dużej hodowli nie opłaca się żywić „darmozjada”. Przyznam, że taki sposób myślenia zupełnie mi nie odpowiada, nie wyobrażam sobie oddania obcym ludziom suki, która mnie kocha (z wzajemnością!) i z pewnością nie zasłużyła na taką traumę. Mam u siebie obecnie jamniczki: 13-letnią długowłosą miniaturową i 12-letnią szorstkowłosą króliczą, które oczywiście zostaną ze mną do końca swoich dni. 

    Jeżeli ktoś mówi: o, masz szczeniaki, to ładnie zarobisz! – ja mu odpowiadam: policz. I liczę. Zakup suki to równowartość około 1000 euro. Do uzyskania uprawnień hodowlanych musi ona ukończyć 18 miesięcy życia, a przez ten czas trzeba ją żywić, szczepić, ewentualnie leczyć, ponosić też opłaty związkowe: wpisowe, składka roczna, wyrobienie rodowodu, rejestrację przydomka. No i wystawy – minimum trzy. A one obejmują opłatę za zgłoszenie, koszty dojazdu, wyżywienia, ewentualnie noclegu. Wybierając opcję przeglądu hodowlanego zapłacimy tylko trochę taniej, o ile przegląd jest w naszym oddziale. Jeśli nie, trzeba dojechać. W wielu rasach obowiązują również badania lekarskie, w niektórych wymagana jest użytkowość lub testy psychiczne. To również jest odpłatne. 

    Kiedy już suka ma wpisaną do rodowodu adnotację „suka hodowlana”, znajdujemy reproduktora. Niekiedy do krycia trzeba pojechać na drugi koniec Polski albo za granicę. Za krycie płaci się na ogół z góry, choć czasem, jeżeli jesteśmy np. zaprzyjaźnieni z właścicielem reproduktora, godzi się on na rozliczenie za szczeniaka lub jego równowartość po odchowaniu miotu. Za granicą takiej możliwości nie ma. Do psa trzeba pojechać, kryje się zazwyczaj dwukrotnie w odstępie 36 godzin. Pobyt na miejscu też kosztuje. A jeżeli pies nie chce pokryć lub suka się odgryza mimo właściwego dnia, konieczna jest inseminacja, którą wykonuje – również odpłatnie – lekarz weterynarii. 

    W Związku trzeba wykupić kartę miotu, szczeniakom wszczepić chipy, dokonać przeglądu miotu i wyrobić szczeniętom metryki, co generuje kolejne koszty. Jeszcze przed porodem kupujemy kojec; jest to wprawdzie inwestycja jednorazowa, ale nie jest tania. Podczas odchowywania miotu małe są odrobaczane i szczepione, dokarmiane w trakcie odsadzania od matki. Oczywiście nie wspomnę o niezapłaconej nigdy pracy przy odchowaniu miotu i niedosypianiu nocami.  

    Związek pozwala na jeden miot od danej suki w jednym roku kalendarzowym. Przyjmijmy, że urodzi się pięć szczeniąt i każde z nich sprzedamy za 1000 euro. Przy najlepszych staraniach ledwie wyjdziemy na zero, a często dołożymy do hodowli. Oczywiście zakładając, że podajemy suce karmę renomowanej firmy, szczepimy przeciwko wszystkim chorobom zakaźnym i regularnie odrobaczamy, co jest podstawą, jeżeli chcemy dochować się zdrowego miotu bez uszczerbku dla matki. 

    Jedyną możliwością zarobku „na psie” jest nie hodowla, a posiadanie… reproduktora. Musi on jednak być psem wybitnym. I nie chodzi tu tylko o jego urodę czy użytkowość, a o jego prepotencję, czyli zdolność do przekazywania swoich najlepszych cech potomstwu z różnymi sukami. O jakości reproduktora decydują więc nie jego medale ani tytuły, a jego dzieci. Jeżeli na wystawie występuje kilkoro dzieci z różnych miotów po tym psie, są one piękne i wszystkie wyglądają jak „spod jednej sztancy” – reproduktor jest wybitny. Podobnie pod względem użytkowości: wybitny jest pies, którego potomstwo pracuje równie dobrze albo lepiej niż on sam. A status wybitnego reproduktora pies osiąga nie od razu, a w ciągu kilku lat, do tego musi pokryć co najmniej kilka suk. Dopiero po tych kilku latach może zacząć zarabiać, kiedy hodowcy będą się upominać o jego dobre geny. 

    Zarabiają na sprzedaży szczeniąt pseudohodowcy, których nie obowiązują żadne regulaminy, nie stosują oni doboru hodowlanego, nie wykonują badań, nie jeżdżą na wystawy, szczepią tylko przeciwko wściekliźnie, bo to ustawowy obowiązek. Rozmnażają bezmyślnie psy w typie rasy i sprzedają tanio. Nabywcom, którym nie zależy na „papierach”, jest to na rękę. Często jednak po przywiezieniu szczeniaka do domu zaczynają się problemy i w rezultacie leczenie psa pochłania więcej pieniędzy, niż kosztowałby szczeniak kupiony w legalnej, zarejestrowanej hodowli. 

    Jamnik długowłosy miniaturowy – Ch.PL, Ch.PL Weteranów MISS ELAND Tetris, fot. Bożena Bundz

    Jak bycie hodowcą wpływa na codzienne życie? Czy łączenie pracy, życia rodzinnego oraz zajmowanie się stadem małych czworonogów jest trudne? 

    Polskie hodowle są w ogromnej większości małe, domowe. Przy dobrej organizacji pracy zajęcie się kilkoma psami nie powinno stanowić większego problemu. Oczywiście obowiązki powinny być podzielone pomiędzy wszystkich domowników, w tym starsze dzieci. Psychologowie twierdzą, że dzieci wychowywane wśród zwierząt są bardziej otwarte na innych ludzi i mają więcej empatii. 

    Trzeba jednak mieć świadomość, że prowadzenie hodowli oznacza rezygnację z wielu innych przyjemności. Nie da się np. całą rodziną wyjechać na zagraniczną wycieczkę, a i w Polsce może być to trudne. Zależy od liczby psów i wielkości rasy. Wprawdzie coraz więcej hoteli i ośrodków wypoczynkowych przyjmuje gości z psami, ale dwutygodniowy pobyt w domu wczasowym z – powiedzmy – pięcioma rottweilerami to dość potężne wyzwanie. 

    Ograniczeń jest sporo i zanim zdecydujemy się na założenie hodowli, niezbędne jest rozważenie wszystkich „za” i „przeciw”. Nie wolno takiej decyzji podejmować pod wpływem emocji, a po dogłębnym przemyśleniu i skonsultowaniu ze wszystkimi domownikami. Trzeba również wziąć pod uwagę niebagatelne koszty prowadzenia hodowli; jest to drogie hobby i konieczne jest uwzględnienie go w domowym budżecie. 

    Czy w hodowli stosuje się specjalne metody socjalizacji i wczesnej stymulacji szczeniąt? Jakie są korzyści i efekty takich działań? 

    Niektórzy hodowcy stosują wczesną stymulację neurologiczną szczeniąt (ang. ENS – Early Neurological Stimulation). Są to ćwiczenia, które wykonuje się u szczeniąt od 3. do 16. dnia życia. Zestaw pięciu rodzajów stymulacji wykonuje się raz dziennie z każdym ze szczeniąt osobno, przez około 3-5 sekund dla poszczególnych ćwiczeń. Są to: 1. Dotykanie opuszek i miejsc pomiędzy nimi za pomocą patyczka do czyszczenia uszu, trzymanie szczeniaka z głową do góry, trzymanie z głową na dół, ułożenie na plecach i ułożenie na chłodnym, wilgotnym podkładzie. Podczas wykonywania ćwiczeń należy pamiętać o podtrzymywaniu karku szczenięcia, gdyż nie umie ono samodzielnie trzymać głowy. 

    Szczenięta poddane takiej stymulacji są w późniejszym okresie bardziej odporne na stres, lepsze jest wydajność ich serca i układu krążenia, sprawniejsze nadnercza (gruczoły wydzielające adrenalinę), są też odporniejsze na choroby. Testy wykazują, że szczenięta takie są również podatniejsze na układanie. 

    Socjalizacja jest kolejnym, bardzo ważnym etapem w wychowywaniu szczeniąt, zanim trafią one do nowych domów. Na ogół wydawane są nowym opiekunom w wieku około 8 tygodni, po pierwszym szczepieniu. Do tego czasu hodowca powinien je uspołeczniać w domu; dobrze, jeżeli wszyscy domownicy bawią się z nimi, biorą na ręce, stawiają na stole w pozycji wystawowej, zaglądają w zęby. Takie szczeniaki nie wychodzą jeszcze na dwór, ponieważ obowiązuje kwarantanna okołoszczepienna, ale można i trzeba przyzwyczajać malca do obroży i smyczy, a także zacząć uczyć czystości – załatwiania się na matę. Nowy właściciel nie będzie mieć wówczas problemów z wychodzeniem na spacer po zakończeniu kwarantanny. Oczywiście należy go pouczyć, jak ma ćwiczyć ze szczeniakiem w domu. 

    Jeżeli szczeniak z różnych powodów jest przetrzymywany w hodowli dłużej, wówczas to hodowca musi go socjalizować do czasu odbioru. Po zakończeniu kwarantanny zaczynają się normalne spacery, chodzenie na smyczy do miasta, do parku, kontakty z innymi ludźmi i zwierzętami. Pamiętajmy, że zaniedbanie tego okresu może skutkować wycofaniem i lękliwością psa w wieku dorosłym i często jest to nie do nadrobienia. 

     

    Przegląd miotu jamników krótkowłosych miniaturowych, ZKwP O/Sopot, 2022, fot. Jelena Tipper

    Z perspektywy klienta — jak sprawdzić, czy hodowla jest legalna a zwierzęta zdrowe?  

    Legalność hodowli bardzo łatwo sprawdzić. Po znalezieniu oferty dzwonimy i pytamy o nazwę hodowli, choć szanujący się hodowca podaje ją w ogłoszeniu. Pytamy również, w jakim stowarzyszeniu jest zarejestrowana. Przydomki hodowlane, zarejestrowane w Związku Kynologicznym w Polsce, można znaleźć na stronie www.zkwp.pl.  

    Jeżeli hodowca prowadzi stronę internetową, koniecznie trzeba ją odwiedzić. Warto również zasięgnąć opinii w macierzystym oddziale hodowcy. Można się umówić na wstępną wizytę w hodowli. Uczciwy, legalny hodowca nie będzie miał nic przeciwko temu, przeciwnie. Pokaże cały miot razem z matką, a jeżeli ojciec jest na miejscu – również jego. Poprośmy o pokazanie wyników badań pary rodzicielskiej w kierunku chorób typowych dla danej rasy, o okazanie ich rodowodów. Nawet jeżeli ojciec szczeniąt mieszka daleko, hodowca powinien dysponować kopią jego rodowodu.  

    Hodowca wydaje nowym właścicielom szczeniaka wraz z metryką i książeczką zdrowia, ewentualnie z paszportem, nie wcześniej, niż po ukończeniu przez malca 8 tygodni. Uwaga: rodowód i metryka to dwa zupełnie różne dokumenty. W ZKwP rodowód wyrabia nowy właściciel psa, składając w macierzystym (wybranym przez siebie, nie ma rejonizacji) oddziale Związku i uiszczając opłatę. Na tej podstawie wyrabiany jest w Zarządzie Głównym rodowód, który przychodzi pocztą na adres oddziału w ciągu kilku tygodni. 

    Ważne: często potencjalny nabywca szczeniaka słyszy, że on jest „siódmy z miotu”, dlatego nie dostał „papierów”. Uciekajmy od takiego „hodowcy”! Od 30 lat WSZYSTKIE szczenięta urodzone w danym miocie otrzymują metryki, choćby było ich kilkanaście, a ktoś, kto oferuje „siódmego z miotu” szczeniaka bez dokumentów jest zwykłym oszustem. 

    Czy masz zasady dotyczące sprzedaży szczeniąt? Czy są jakieś kryteria, które muszą spełnić przyszli właściciele? 

    Oczywiście, że mam takie zasady. Jeżeli osoba zainteresowana szczeniakiem dzwoni, a rozmowę zaczyna od pytania o cenę – natychmiast kończę rozmowę i na pewno takiej osobie szczeniaka nie sprzedam. Podobnie odrzucam chętnych, próbujących targować się o cenę. Przyszły opiekun psa powinien orientować się, ile pracy i kosztów trzeba włożyć w jego prawidłowe utrzymanie i wychowanie, a wcześniej jego matki. Jeżeli tego nie wie, oznacza to, że jest nieprzygotowany do posiadania psa.  

    Przyszły właściciel powinien zdawać sobie sprawę, że pies to nie jest zabawka dla dzieci, dlatego rodzina z młodszymi, do tego „bezstresowo” wychowanymi dziećmi nie ma szans kupić u mnie szczenięcia. Staram się, aby przed podjęciem decyzji kandydaci przyjechali do mnie. Mam wtedy możliwość porozmawiania z nimi i upewnienia się, że maluchowi będzie w ich domu dobrze albo… zrezygnowania ze sprzedaży. Jeżeli przyjeżdżają z dziećmi, które biegają, hałasują, próbują dotykać szczenięta, a rodzice nie zwracają im uwagi – na pewno nie dostaną szczeniaka. Tym bardziej że jamniki z reguły za dziećmi nie przepadają, choć oczywiście są wyjątki. 

    Nie sprzedam szczenięcia nikomu, kto deklaruje, że nie chce „papierów”, bo ewentualnie suczkę „ras dopuści dla zdrowia” albo „znajdzie psu suczkę i weźmie szczenię”. W żadnym wypadku nie popieram „dzikiego” rozmnażania, zwłaszcza psów z mojej hodowli. Poza tym między bajki należy włożyć obiegową opinię, że suka raz w życiu musi mieć szczenięta „dla zdrowia”. No i nam, hodowcom, nie wolno sprzedawać szczeniąt bez metryk, jest to wyraźnie zastrzeżone w Regulaminie Hodowli Psów Rasowych. 

    Idealny kandydat na właściciela szczenięcia z mojej hodowli powinien zapewnić malcowi warunki nieodbiegające od tych, w których się wychował. Mam na myśli zarówno otoczenie, jak i żywienie, odrobaczanie, szczepienia oraz pielęgnację. Zawsze mi jest miło, kiedy psiaki z mojej hodowli są wystawiane, choć nie ma takiego obowiązku. Staram się namawiać przyszłych właścicieli na wystawy i czasem mi się udaje, choć większość nabywa szczeniaka tylko dla siebie, jako członka rodziny. Z wieloma z nich mam kontakt. Przyjęłam zasadę, że właściciel szczeniaka ode mnie ma prawo dzwonić o każdej porze dnia i nocy, kiedy coś się dzieje. Suczki ode mnie dały początek kilku hodowlom, zdarzyło mi się odbierać w nich porody, kiedy spanikowani właściciele nie wiedzieli, co mają robić.   

    Jakie jest Twoje zdanie na temat kontrowersji związanych z hodowlą psów rasowych, takich jak problemy zdrowotne wynikające z nadmiernego skupienia na pewnych cechach rasy? 

    Problemy zdrowotne dotyczą wszystkich psów i to niekoniecznie z powodu – jak to nazywają laicy – „przerasowienia”, aczkolwiek skupienie się na cechach typowych dla rasy z pewnością odgrywa jakąś rolę. Sądzę jednak, że nie należy tego przeceniać. To skupienie się na pożądanych cechach rasowych obejmuje m.in. krycie w pokrewieństwie, nazywane też chowem wsobnym (inbreeding). Polega ono, w najprostszym ujęciu, na kojarzeniu psa i suki, mających wspólnego, bardzo cennego przodka. Zwiększa to prawdopodobieństwo wystąpienia u potomstwa oczekiwanych cech. Ale nie należy zapominać, że dziedziczą się nie tylko cechy pozytywne, ale i negatywne, a przecież nie ma w żadnej rasie idealnego psa – bez wad jest tylko wzorzec rasy. Stąd właśnie kontrowersje. 

    Są hodowcy, i to z wieloletnim doświadczeniem, którzy jak ognia unikają inbredu, kryjąc wyłącznie psami całkowicie obcymi (outcrossing). Jest to dość bezpieczna metoda, ale w miocie może przytrafić się spory rozrzut cech i w takich hodowlach w zasadzie nie odnotowuje się postępu hodowlanego. Metoda ta jest zalecana początkującym hodowcom. Hodowcy doświadczeni, którzy znają wiele rodowodów na pamięć, mogą śmiało stosować inbred; wówczas potomstwo jest na ogół bardziej wyrównane. Wszystko zależy od bliskości pokrewieństwa. Ogromne znaczenie ma też prepotencja pary rodzicielskiej, czyli zdolność przekazywania swoich cech potomstwu.  

    Sama w swojej hodowli stosuję inbred, choć staram się, aby pokrewieństwo nie było zbyt bliskie. Uważam, że każda przesada jest szkodliwa i zarówno uporczywa hodowla w outcrossingu, jak i zbyt bliski inbred ostatecznie nie przynosi dobrych efektów. Jedno jest pewne: jeżeli w rezultacie inbredu na danego przodka ujawnia się zbyt duża liczba cech negatywnych (eksterierowych, zdrowotnych, psychicznych) – należy wystrzegać się kojarzenia par spokrewnionych z tym przodkiem. 

     

    Sędziowanie – Krajowa Wystawa Psów Rasowych w Gdyni, styczeń 2018

    Wiem, że jesteś również sędziną kynologiczną. Jak rozpoczęła się Twoja historia z tym zawodem i dlaczego zdecydowałaś się zrobić uprawnienia? 

    Sędzią kynologicznym zostałam w 2001 roku. Nie jest to zawód, bowiem ogromna większość sędziów nie ma możliwości utrzymania się z sędziowania. Sędziowanie jest odpłatne, bo rzeczywiście dokonanie wnikliwej i sprawiedliwej oceny niekiedy nawet setki psów na ringu jest trudne, wymaga wysiłku i niezłej kondycji fizycznej. Ale jest to głównie zaszczyt i przyjemność. 

    Zdecydowałam się zostać sędzią po to, aby mieć możliwość oglądania jak największej liczby psów, które hoduję. Sędziując mam możliwość śledzenia stanu pogłowia mojej rasy w Polsce. Po każdej wystawie przepisuję z notatnika, który otrzymuję na ringu, oceny według numerów startowych do katalogu, do którego nie wolno mi zaglądać przed wystawą ani podczas sędziowania, i tym sposobem wiem, z jakiej hodowli pochodzą ocenione przeze mnie psy i u którego z nich dana cecha zwróciła moją uwagę. Zawsze staram się oceniać zgodnie z moją najlepszą wiedzą. Przed każdą wystawą, na której mam sędziować, czytam wzorzec jamnika, który znam na pamięć, ale czytając go po raz nie wiadomo który, zawsze znajduję coś nowego. Nie ma też dla mnie żadnego znaczenia, kto wystawia psa – znajomy czy osoba obca. Nawet do bliskiej koleżanki na ringu zwracam się per pani i wcale nie jest powiedziane, że jej pies wygra. Wygra zawsze lepszy i lepiej prezentowany, nawet jeżeli wystawia go osoba, z którą nie do końca się lubimy. 

    Wyznaję zasadę, że zanim zostanie się sędzią, trzeba zostać hodowcą, choć nasz Regulamin Sędziów i Asystentów Kynologicznych tego nie wymaga. Jestem zdania, że sędzia, który nie hoduje (a są i tacy, którzy nie mają nawet własnego psa), może znać doskonale wzorzec danej rasy i mieć tzw. oko, ale można go porównać do rzemieślnika, który wykonuje swoją pracę lepiej lub gorzej. Natomiast hodowca jest w stanie np. wychwycić wszystkie niuanse cech danego osobnika w określonym wieku (bo wystawiać można psy już od 4 miesięcy życia aż do później starości) i uznać, czy akurat ta, a nie inna cecha w tym wieku jest przejściowa, czy stanowi wadę. Może porównać, oceniając rasę, którą hoduje, cechy anatomiczne ocenianych psów z wyhodowanymi przez siebie, a jest to bezcenna wiedza. Właśnie – wiedza. Znajomość wzorca to zdecydowanie nie wszystko. 

    Chciałabym rozszerzyć uprawnienia sędziowskie na owczarki brytyjskie, jako że przeżyłam 20-letnią przygodę z rasą border collie (obok jamników). Niestety, wciąż mam tylko uprawnienia krajowe, a rozszerzać uprawnienia może jedynie sędzia międzynarodowy. Brakuje mi jeszcze kilku wystaw do uzyskania minimum uprawniającego. Może jeszcze zdążę… 

    Notka biograficzna:

    Hodowla jamników szorstkowłosych miniaturowych i króliczych TETRIS istnieje od 1993 roku. Zaczynałam od jamników długowłosych miniaturowych. Wyhodowałam 25 miotów, za chwilę urodzi się 26. Najważniejsze osiągnięcia hodowlane (psów z przydomkiem Tetris):

    - Zwycięzca Świata

    - Zwycięzca Europy

    - Zwycięzca Polski

    - Międzynarodowy Champion Wystawowy

    - Międzynarodowy Champion Piękności

    - Championy: Polski, Słowacji, Litwy, Danii, Skandynawii

    - Zwycięzca Klubu Polski, Rumunii

    - Najlepsza Suka Hodowlana Klubu Jamnika w Polsce

    - użytkowość łowiecka: dyplomy wyłącznie I stopnia — konkursy norowców i tropowców.

    Jamniki z mojej hodowli żyły lub żyją w Czechach, Francji, Danii, Holandii i USA.

     

    Grafika ilustrująca artykuł: Hodowla Tetris – miot jamników szorstkowłosych miniaturowych/króliczych, 2016, fot. Beata Żyder

    Oceń artykuł

    Ogólna ocena: 5,0 | liczba ocen: 3
    0/400
    Waldemar
    5
    20.06.2023

    Bardzo profesjonalny wywiad. Cieszę się ogromnie, że osoba z wielką wiedzą i doświadczeniem rozświetliła temat hodowli piesków.

    Malgorzata Grzeszkowiak
    5
    25.06.2023

    Renata Barłożyk
    5
    25.06.2023

    Bardzo ciekawie napisany artykuł poruszający zagadnienia widziane okiem wieloletniego hodowcy,wystawcy i sędziego. Polecam szczególnie młodym ludziom zaczynającym lub chcącym zacząć swoją przygodę a właściwie życie z hodowlą.

    Dostosowujemy się do Ciebie

    Używamy plików cookies, dzięki którym nasza strona jest dla Ciebie bardziej przyjazna i działa niezawodnie. Pozwalają one również dopasować treści i reklamy do Twoich zainteresowań. Jeśli się nie zgodzisz, reklamy nadal będą się wyświetlać, ale nie będą dopasowane do Ciebie.